
Pojechałam swoją syrenką do chłopaka, zaraz po nakarmieniu kota. Zaparkowałam przy bramie wjazdowej i pierwsze co przykuło moją uwagę, to nadbiegające psy. Zaraz po nich duży, nowoczesny dom. Nagle zza niego wyszedł Maks. Uśmiechając się przyszedł, aby ogdonić zwierzęta. Niewiadomo jak na mnie zareagują.
- Cześć. - Przywitałam się przechodząc przez furtkę.
- Hej. - Przytaknął trzymając swoje pupile. Gdy te usiadły puścił obrąże i zaprowadził mnie do stolika. Usiadłam przy nim, a po chwili pod moimi nogami znalazły się dwa chusky. Nie wydawały się groźne, więc pogłaskałam je. Na podziękowanie pieszczotliwie ocierały mordki o moje łydki. Zaśmiałam się na ten gest. - Co chcesz? Kiełbasę, karkówkę, szaszłyki?
- Kiełbasę i szaszłyka, poproszę. - Odpowiedziałam szybko, po czym Maks podał mi jedzenie na plastkikowym talerzu. Połozyłam na nim jeszcze sałatkę i nalałam wody.
Maks?